Szlak na Trójmorski Wierch i Mały Śnieżnik– mapa i opis trasy.
Plan był prosty: tylko Trójmorski Wierch i Mały Śnieżnik. Przez przypadek wyszło jednak trochę inaczej. Podczas przenoszenia zapisanego śladu GPX między aplikacjami w telefonie okazało się, że „zaliczyło” mi jeszcze trzy dodatkowe tysięczniki w Masywie Śnieżnika 🙂 Lista prezentuje się więc następująco:
- Trójmorski Wierch – 1138 m
- Puchacz – 1190 m
- Goworek – 1320 m
- Mały Śnieżnik – 1326 m
- Wysoczka – 1195 m
Całkiem fajnie to wygląda. Dla mnie osobiście ta trasa to także mały rekord – blisko 17 km spaceru.
Po prawej stronie można obejrzeć ponad trzyminutowy skrót z prawie pięciogodzinnej wycieczki. Na moim profilu na IG dostępny jest jeszcze krótszy, 30-sekundowy materiał (klik). A poniżej widoczna jest mapa oraz parę zdjęć. No i oczywiście podpowiedzi Dreptusi 🙂
Dreptusiowe FAQ
czyli co warto wiedzieć przed wyjazdem.
*Dreptusia, to szydełkowana maskotka kotka, którą dostałem (kupioną za własne pieniądze :-)) od córki aby ktoś miał na mnie oko…
Jak dugo jedzie się z Wrocławia?
Ponad dwie godziny
Gdzie zostawić samochód?
Na darmowym parkingu na skraju wsi Jodłów.
Czy są jakieś opłaty za wstęp do Śnieżnickiego Parku Krajobrazowego.
Nie, nie ma żadnej budki z opłatami- wstę jest darmowy.
Czy trasa jest trudna?
Niekoniecznie, ale są długie i strome podejścia na Trójmorski Wierch i potem na Mały Śnieżnik. Dają w kość...
Czy na trasie są punkty widokowe?
Tak, jest ich nawet kilka. Najbardziej widowiskowy, to oczywiście wieża na Trójmorskim Wierchu.
Czy trasa jest długa?
Długa trasa, około 17 km. Podczas planowania trasy wskazało 15,5 km ale ślad GPX wykazał prawie 17 km
Ile czasu zajęło przejście całej pętli?
Około 5 godzin z przystankami.
Pierwszy etap – z parkingu do Horní Morava (CZ/PL).
Pierwszy odcinek trasy jest bardzo spokojny i łagodny. Szeroka, szutrowa droga prowadzi przez las. Niby nic specjalnego, ale samo przebywanie wśród drzew skutecznie ładuje akumulatory. Las w zdecydowanej większości jest modrzewiowy i naprawdę robi wrażenie.
Tuż przed skrzyżowaniem w Horní Morava można nieco zboczyć z trasy i zobaczyć źródła Nysy Kłodzkiej. Zaczęło robić się coraz cieplej, choć był to 20 grudnia. Pozbyłem się kurtki i w samym polarze potoczyłem się dalej.
Kolejny etap – prosto na Trójmorski Wierch.
Tu już robi się trochę trudniej. Ścieżka staje się coraz bardziej stroma, a na trasie pojawia się sporo kamieni. Można się nieźle namęczyć, wchodząc pod górę. W tym momencie kijki trekkingowe poszły w ruch — z dodatkowym podparciem jest zdecydowanie łatwiej.
Warto co jakiś czas obejrzeć się za siebie. Zaczynają pojawiać się całkiem niezłe widoki, choć to dopiero przedsmak tego, co czeka na górze.
Pierwszy z założonych celów wyprawy – Trójmorski Wierch.
Po dotarciu na szczyt zza drzew wyłania się 25-metrowa, drewniana wieża widokowa. Pod nią zrobiłem sobie przerwę – wiecie: kanapka, ciepła herbata i szarlotka z tubki 🙂
Z samej wieży rozciągają się niesamowite widoki na stronę czeską i polską. Po stronie czeskiej widać słynny Sky Walk oraz cały kompleks w Dolní Moravie. Po stronie polskiej – całą Kotlinę Kłodzką, aż po Góry Bystrzyckie. Dostrzec można również popularne sanktuarium „Maria Śnieżna” pod Igliczną.
Samo miejsce jest wyjątkowe, ponieważ należy do zaledwie sześciu takich punktów w Europie i jest jedynym w Polsce, gdzie zbiegają się zlewiska trzech mórz. Na zachodnich zboczach swoje źródła ma Nysa Kłodzka (zlewisko Morza Bałtyckiego), z południowo-wschodniego zbocza spływa Lipkovský potok – dopływ Cichej Orlicy (zlewisko Morza Północnego), a u stóp wschodniego zbocza znajduje się dolina Morawy, należąca do zlewiska Morza Czarnego.
Ta ostatnia informacja pochodzi z Wikipedii.
Idziemy dalej aż do Přístřešek Sedlo Puchača (CZ/PL).
Ten odcinek nie jest jakoś specjalnie wymagający. Przez większość trasy idziemy, trzymając się górskiego grzbietu. Ścieżka prowadzi wśród roślinności typowej dla tej wysokości, a jesteśmy już ponad 1000 m n.p.m.
Całkowicie niezauważenie mijamy szczyt o nazwie Puchacz (1190 m). Pod koniec tego etapu pojawia się bardzo ładny widok na Śnieżnik wraz z jego wieżą, a także na kolejne podejście, które czeka nas już za chwilę…
Teraz już nie będzie tak wesoło, czyli podejście do drugiego celu wypadu.
Spod rozdroża idziemy dość stromo i długo pod górę — jeszcze dłużej niż podczas podejścia na Trójmorski Wierch. Całe szczęście, że to ostatnie tak ostre podejście na tej trasie. Kamienie, korzenie i jeszcze więcej kamieni.
Cały czas idziemy przez modrzewiowy las i tak, w pocie czoła i resztkach tchu, docieramy na Goworek (1320 m). Na mapie zaznaczony jest tu punkt widokowy na polską stronę. Faktycznie istnieje, ale żeby do niego dotrzeć, trzeba trafić na ledwo widoczną ścieżkę prowadzącą przez krzaki. Nie jest to oczywiste, ale zdecydowanie warto.
Dalej, już bez większego wysiłku, idziemy spokojnie do kolejnego celu, czyli na Mały Śnieżnik (1326 m). Tu jednak trzeba się trochę naszukać, ponieważ sam szczyt ukryty jest wśród krzaków i oznaczony jedynie małą, słabo widoczną tabliczką. Ale się udało 🙂
Prosto z górki – wracamy na parking.
Ostatni, a zarazem najdłuższy odcinek prowadzi wzdłuż zbocza tego samego grzbietu, którym szliśmy wcześniej. Idziemy leśną drogą, praktycznie cały czas w dół. Modrzewiowy las, miejscami bardzo gęsty, tworzy niesamowity klimat.
Mnie trafiło się jeszcze przejście przez warstwę chmur – w ciągu kilku minut temperatura spadła o jakieś 10 stopni. Dobrze, że miałem kurtkę ;-P
Po drodze mijamy jeszcze Wysoczkę (1196 m) i już bez większych przeszkód oraz przygód docieramy na parking. Jeszcze tylko zjeść resztki kanapek i można wracać do Wrocławia. Ponad dwie godziny w korkach na „ósemce”…












































