A miałem jechać tego dnia na Dzikowiec…
Oczywiście zaspałem i wyszedłem z domu prawie godzinę później, niż planowałem. Do tego od jakiegoś czasu dość solidnie sypało śniegiem, więc trzeba było jeszcze poświęcić chwilę na odkopanie auta. No ale w końcu wystartowałem.
Po drodze, mijając grono wielbicieli letnich opon, doszedłem jednak do wniosku, że turlanie się w takich warunkach do Boguszowa-Gorców nie ma większego sensu. Miałem zaplanowane jakieś 15 km z buta, a zanim bym dojechał, byłoby już zwyczajnie za późno. No to co? Zurück nach Hause.
Ale nie było mi dane odpocząć…
Pod wpływem dość mocnych sugestii w stylu „idź porób zdjęcia Wrocławia w śniegu” zebrałem się w sobie i jednak się ruszyłem.
No to se pójdę na Rynek, a co.
No to se zrobię pętelkę dookoła Rynku. Aha, okej… pętelkę, kurczę blade…
Poniosło mnie aż na Opatowice i z powrotem. Przyznam się, że ostatnie 2 km to już bardzo pragnąłem, żeby nie czekać zbyt długo na tramwaj… 🙂
Fajnie było 🙂




































